Kilka trudnych sposobów na wyjście ze spirali kredytowej

Internet
W Nowy Rok napisałem dla Forbes.pl kilka trudnych rad, dzięki którym zadłużeni po uszy konsumenci będą mogli rozpocząć drogę do wyjścia ze spirali kredytowej. Poniżej fragment, zapraszam do lektury.

Nowy Rok to czas realizacji postanowień. Prób wytrwania w swoich obietnicach. To, jak szybko ulegamy pokusie i się poddajemy mówi o nas bardzo wiele. To próba ognia charakteru każdego z nas, bo przecież skoro poddajemy się w dążeniu do celu na którym nam zależy, to co ma nas motywować do wytrwania w rzetelnych spłatach swoich zobowiązań!



Stało się. Kredyty i pożyczki się powypowiadały, windykatorzy gnębią pismami i telefonami, a komornicy walą pięściami w drzwi bo chcą zabierać majątek. Na karku od kilku do kilkunastu długów, łącznie blisko na sto tysięcy złotych, albo i więcej. Sytuacja jakich wiele w Polsce.

Z początku zaczyna się niewinnie - kredyt na dziesięć tysięcy w jednym banku, potem karta kredytowa na drugie tyle w kolejnym, a ponieważ terminowo spłacamy to bank w swej hojności dubluje nam dostępny limit. Telewizor, czy lodówka na raty, a może i wszystko naraz w świątecznej wyprzedaży? Czemu nie! Do tego jakaś pożyczka w SKOK, a może po prostu bank, w którym dotąd spłacaliśmy kredyt oferuje drugi na jeszcze wyższą kwotę? Dają, to bierzemy! A jak! Hulaj dusza, stać nas, na biednych przecież nie trafiło!

I zdarza się sytuacja losowa - strata pracy, zerwanie kontraktu, zleceniodawca zbankrutował i nie rozliczył inwestycji, albo po prostu w rodzinie pojawia się choroba. Cała piramida finansowa, którą z taką starannością konsument budował przez ostatnie lata rozsypała się jak domek z kart. Umowy się wypowiedziały, wierzyciele żądają całości, a konsumenta najzwyczajniej w świecie nie stać już na raty bo trzeba dzieci nakarmić, wyżywić i wychować, albo mieć na leki.

Długi trafiają do Sądu, a potem komornicy zajmują pensję i licytują majątek, który znajdą w domu i uznają, że ma on jakąś wartość handlową. Rodzina zaczyna pracować na minimalnej krajowej, która jest wolna od zajęć komorniczych, koszty i odsetki rosną. To prawdziwy test przysięgi małżeńskiej "na dobre i na złe", który niestety okazuje się zbyt ciężki do udźwignięcia gdy w domu brakuje pieniędzy, a nad każdym zarobionym groszem czuć stęchły oddech komornika.

Gdy konsument się wykoleił suma wszystkich kredytów, pożyczek razem z kosztami sądowymi i egzekucji opiewała na przykładowe siedemdziesiąt tysięcy złotych, które oprocentowane są w wysokości 13 proc. w skali roku. Komornicy próbują łącznie przez dwa-trzy lata coś odzyskać, ale bezskutecznie. W tym czasie długi przekroczyły sto tysięcy złotych, a sytuacja rodziny wcale się nie polepszyła. Wszystko wskazuje też na to, że nie ulegnie poprawie jeszcze długo, a odsetki, nerwy i stres w rodzinie rosną...

Jak wyjść z tej sytuacji?

Pewnym rozwiązaniem są chwilówki, ale nie powinno się po nie sięgać, jeżeli nie mamy stu procentowej pewności, że pożyczkę oddamy w terminie. Ci, którzy oddają chwilówki w wyznaczonym czasie płacą za tę usługę przyzwoitą cenę, ale jeśli terminy zostaną przekroczone to odkręca się strumień kosztów i odsetek, które jak lawina potrafią zmieść człowieka z powierzchni ziemi. Zatem jeżeli istnieje chociaż promil procenta ryzyka, że chwilówki nie uda się zwrócić na czas to nie należy po nią sięgać. Mimo, że większość firm jej udzieli nawet jeżeli konsument posiada już kilku komorników. W sytuacji, w której chce się wyjść ze spirali kredytowej to najgorsze z możliwych rozwiązań to brać chwilówkę na spłatę długów - ze spirali kredytowej da się wyjść, ze spirali chwilówek - o wiele trudniej...


Pełna wersja mojego artykułu dla Forbes.pl znajduje się tutaj
Trwa ładowanie komentarzy...