Dlaczego fachowcy Komisji Nadzoru Finansowego nie umieją ustabilizować sytuacji w SKOK-ach?

Markus Marcinkiewicz w programie Świat Się Kręci Telewizji Polskiej
Markus Marcinkiewicz w programie Świat Się Kręci Telewizji Polskiej Świat Się Kręci, Telewizja Polska
Dlaczego fachowcy Komisji Nadzoru Finansowego nie umieją ustabilizować sytuacji w SKOK-ach? Dobre pytanie. Komisja Nadzoru Finansowego jest regulatorem rynku i powinna dbać o bezpieczeństwo finansowe. Tymczasem, każda ze SKOK, w której KNF decyduje się wprowadzić zarządcę komisarycznego kończy się albo sprzedażą Kasy do jakiegoś banku, albo upadkiem. Co sprawia, że poza sprzedażą lub likwidacją fachowcy wybierani przez KNF nic innego nie potrafią?

Sytuacja w SKOK-ach jest kontrowersyjna. Pomijam tutaj całkowicie kwestie związane z działaniami kryminalnymi w jakichś Kasach. Skupiam się na tych, w których prokuratura nie prowadzi postępowań. Nie jest dobrze. To fakt. Ale trzeba pamiętać, że sytuacja w sektorze bankowym w latach 2000-2006 była podobna, albo nawet i jeszcze gorsza. Wtedy jednak sprawiono, że przez kilka kolejnych lat eksperci i fachowcy z Komisji Nadzoru Finansowego dali radę ustabilizować sytuację w sektorze bankowym. Gdzie dziś są eksperci, którzy wówczas potrafili uregulować sektor finansowy pod swoim nadzorem, a dziś okazują się bezradni?



Komisji stabilizacja sektora bankowego zajęła wiele lat, a część decyzji wydaje się po dziś dzień mocno kontrowersyjna, jak chociażby wprowadzenie rekomendacji dla banków, w których złe portfele wierzytelności, a tym samym „gorsi” konsumenci zostali skutecznie wykopani z dostępu do produktów bankowych wprost w ręce SKOK-ów i firm chwilówkowych. Wówczas nie podlegały one żadnym regulacjom rynkowym. Stabilizacja złych wskaźników w bankach w znacznej mierze polegała na tym, że szybko sprzedano portfele wierzytelności z trudnymi i gorszymi kredytobiorcami do firm windykacyjnych i funduszy, dzięki czemu (w wielkim uproszczeniu) słupki w arkuszach kalkulacyjnych zaczęły być zbliżone do tych, których oczekiwała Komisja Nadzoru Finansowego i które dziś Kasom wskazuje jako poziom, który one muszą osiągnąć.

Z drugiej strony wzięto się mocno za regulację komu banki mogą dać kredyt. Wprowadzone rekomendacje skutecznie sprawiły, że każdy konsument, który tylko przejawiał w scoringu ryzyko był wypychany z banku do firm chwilówkowych albo do SKOK-ów. Część banków próbowała obejść system i powoływały własne spółki udzielające takich pożyczek, ale gdy Komisja Nadzoru Finansowego się połapała w sytuacji, a zajęło jej to wiele, wiele miesięcy, to ukróciła ten proceder.

Kiedy SKOK-i weszły pod nadzór KNF to jednym z pierwszych argumentów na temat tragicznej, ,zdaniem Komisji, sytuacji w Kasach był wskaźnik złych wierzytelności. Był zły, ponieważ właśnie tam trafili wszyscy Ci źli kredytobiorcy, których wcześniej KNF wykopała z sektora bankowego. Właściwie nie powinno więc dziwić, że Komisja nie była w stanie zapanować nad gorącym kartoflem, który najpierw wyrzuciła ze swojego podwórka, a kiedy wskutek zmian legislacyjnych jej podwórko się powiększyło, to kartofel do nich wrócił.

Tak jak przed laty eksperci i fachowcy dawali radę ustabilizować sytuację w sektorze bankowym, tak aktualnie historia pokazuje, że jeżeli Komisja Nadzoru Finansowego wprowadza zarządcę komisarycznego do jakiejkolwiek Kasy to jest to sygnał dla klientów tej kasy, że w ciągu najbliższych miesięcy zarządca doprowadzi albo do sprzedaży tej Kasy któremuś z banków, albo po prostu ją zaora.

Stabilizacja jak dotąd nie okazała się mocną stroną fachowców Komisji Nadzoru Finansowego i trudno oczekiwać, że kolejni zarządcy komisaryczni będą w stanie cokolwiek unormować. Raczej należy się spodziewać, że Kasa zostanie zlikwidowana, a zatem lepiej zabierać swoje oszczędności jeśli tylko Komisja wprowadzi gdziekolwiek swojego fachowca. W końcu nikt z nas nie przypomina sobie komunikatu KNF, w którym chwaliłaby się dobrze wykonaną robotą i unormowaniem sytuacji w jakimś SKOK, prawda?

Co właściwie się dzieje? Zarządca komisaryczny ma wpływ na płynność finansową Kas. Wprowadza zatem zaostrzenia dotyczące udzielania nowych pożyczek, przez co portfel nowych klientów maleje. Jednocześnie doprowadza do sprzedaży złych wierzytelności, które w dobrym procesie windykacji zewnętrznej mogłyby mieć wpływ na odzyskiwane należności i tym samym wpływać na kondycję finansową Kasy.

Zarządcy jednak nie widzą sensu we współpracy z firmami windykacyjnymi bo według ich widzimisię jest to nieopłacalne i nie widzą potrzeby zlecania windykacji długów, którymi zarządzają. Mając takie podejście pakiet wierzytelności wypowiedzianych i po bezskutecznych egzekucjach komorniczych jest sprzedawany za bezcen. Wszak polityczny klimat wokół Kas sprawia, że wierzytelności uznawane są za ryzykowne, trefne i mogące mieć szkodliwy wydźwięk reputacyjny dla nabywcy, a zatem procent za który kupowane są pakiety są mocno zaniżone, chociażby w stosunku do pakietów wierzytelności bankowych. Nabywca z kolei zaciera ręce bo nabył pakiet na którym błyskawicznie zarobi trzy, albo i czterokrotność zapłaconej kwoty, a zatem rentowność inwestycji wzrasta jak rakieta.

Ten rząd kwot w sposób zauważalny wpłynąłby na poprawę sytuacji w poszczególnych Kasach, a przede wszystkim w tych mniejszych, ale nie jest to – jak widać – w interesie zarządcy komisarycznego. Zarządca, który mógłby stworzyć proces, w który wprowadziłby kilka firm windykacyjnych, chociażby tak jak to robią największe banki w Polsce, które by odzyskiwały na uznanych za stracone (po bezskutecznych egzekucjach komorniczych) pożyczkach pieniądze.

Niestety zarządcy wolą nie wprowadzać standardów windykacyjnych z największych polskich banków do Kas. Zarządcy wolą rezygnować ze współpracy z firmami windykacyjnymi, a potem bezradnie rozkładają ręce kiedy nowi klienci się nie pojawiają (bo są odrzucani). W Kasie brakuje pakietów wierzytelności, z których można odzyskiwać należności.

Brakuję zatem pieniędzy na bieżącą działalność. Czy to rozsądne i bezpieczne? Nie sądzę. Czy Zarządcy powinni ponosić odpowiedzialność karną za doprowadzenie do takiej sytuacji? Jak najbardziej, ale taka odpowiedzialność nie jest nikomu na rękę. Przecież doszłoby wtedy do sytuacji, w której fachowiec mógłby się bać podejmować odważne decyzje w obawie przed konsekwencjami! Od fachowca wybranego przez regulatora sektora finansowego oczekuje się stabilizacji i normalizacji sytuacji, a nie uznania, że jest tak źle, że można to tylko zaorać.

Zadać też trzeba inne pytanie. Wcześniej klienci zostali przez Komisję Nadzoru Finansowego wykopani z sektora bankowego do sektora nieobjętego regulacjami. Ci konsumenci, aby się ratować, udawali się albo do SKOK-ów, albo co firm chwilówkowych. Obecnie konsument jest wypychany z sektora bankowego, następnie dostaje odmowę w Kasach. Zostają mu wtedy tylko firmy chwilówkowe. Jeśli będzie miał szczęście to wybierze firmy profesjonalne, które aspirują do funkcjonowania na zasadach zbliżonych do banków, a jeśli i tam dostanie odmowę to zostanie mu już tylko pożyczka od małych firm lub prywaciarzy pożyczających na kosmiczny procent w bramach starych kamienic. Pan „Małpa” z przyjemnością pożyczy na lichwiarski procent takiemu konsumentowi każdą kwotę, by potem doić go do końca jego dni i przejmować jego majątek.

Trudno tutaj oczekiwać bezpieczeństwa finansowego. Szczególnie od instytucji, która bezkrytycznie i agresywnie krytykuje wady i sytuację Kas, a jednocześnie pod swoim nadzorem legalizuje polisolokaty, czy kredyty we frankach szwajcarskich. Wokół których przecież narastają coraz to większe wątpliwości co do legalności ich udzielania.

Złośliwi zapewne stwierdzą, że najlepiej zabrać oszczędności ze SKOK i ulokować je w polisolokatach, ale to jeszcze gorszy pomysł. Ci, którzy złożyli w Kasach, które przejmuje zarządca komisaryczny wybrany przez Komisję Nadzoru Finansowego, kwoty do 100 tysięcy euro nie mają się czym martwić ponieważ Bankowy Fundusz Gwarancyjny zwróci depozyty do tej kwoty. Jeżeli ktoś ulokował w jakiejś kasie więcej niż 100 tysięcy euro to lepiej rozpocząć procedurę wyjęcia tego depozytu najpóźniej w dniu, w którym KNF ogłosi, że wprowadza tam zarządcę komisarycznego.

Co z pożyczkami? Czy trzeba oddawać pieniądze pożyczone z Kas, które przejmuje zarządca komisaryczny? Biorąc pod uwagę złagodzenie nacisku na moralność płatniczą przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów to z punktu widzenia moralnego, czy etycznego, takiego obowiązku nie ma w ogóle. Konsument nie ma dziś obowiązku czegokolwiek oddać, on może oddać jeśli będzie miał akurat takie życzenie i nie wolno go za to krytykować, bo wywiera się na nim niedozwoloną presję psychiczną.

Trzeba tutaj jednak jasno wskazać, że wierzytelności po nakazach sądowych ze SKOK są o wiele bardziej trudne do unieważnienia, niż wierzytelności bankowe. O tym jak nowa legislacja sprawi, że wierzytelności bankowe po BTE (Bankowy Tytuł Egzekucyjny) łatwo się przedawni, o ile w ciągu 3 lat od daty wypowiedzenia nowy wierzyciel nie uzyska sądowego nakazu zapłaty pisałem w poprzednim artykule.

O ile banki poprzez korzystanie z BTE pod nadzorem KNF doprowadziły do sytuacji, że fundusze kupiły przedawnione wierzytelności, o tyle w przypadku SKOK, Kasy uzyskiwały tradycyjne nakazy zapłaty ważne dziesięć lat, a nie trzy, jak to ma miejsce w przypadku BTE. Zatem wierzyciele wtórni bez problemu uzyskają na nie własne klauzule wykonalności i nic się nie przedawni.

Wierzytelności po nakazie ze SKOK właściwie nie będzie możliwości unieważnić z powodu przedawnienia, tak jak to ma już miejsce w przypadku banków. Na miejscu pożyczkobiorców ze SKOK nie liczyłbym więc na luki w przepisach, które sprawią, że nie będą musieli oddawać pożyczonych pieniędzy. Można oczywiście liczyć na to, że gdy odezwie się nowy wierzyciel to zaproponuje mu się jednorazową spłatę z umorzeniem dwudziestu lub trzydziestu procent, ale praktyka nowych wierzycieli pokazuje, że wpierw sami podejmą próbę odzyskania całości wierzytelności poprzez egzekucję komorniczą. Zatem każdy konsument sam musi sobie odpowiedzieć czy chce ryzykować.

Być może okaże się, że dogadanie się z nowym wierzycielem koniec końców okaże się korzystnym interesem bo umorzona zostanie część pożyczki, ale trzeba będzie całość pieniędzy zapłacić jednorazowo – jeśli kogoś na to nie będzie stać to interesu z nowym wierzycielem nie zrobi. Być może będzie tak, że się dogadać nie uda i takiego konsumenta będzie męczył Komornik i szukał gdzie konsument przekazał swój majątek.

Z kolei przy obecnych zmianach w przepisach dotyczących komorników sądowych będzie jeszcze łatwiej ukryć swój majątek przed nimi, ponieważ komornicy nie będą specjalnie drążyć i szukać majątków w obawie, że znów któryś z nich wyląduje na pasku TVN24.

Dla dłużników idą bardzo ciekawe czasy. Znacznie bardziej opłacalne niż dla tych, którzy płacą swoje zobowiązania.

O części z tych kwestii pisałem już w swojej książce pt. „Zawodowy Windykator”, która wydana została blisko dwa lata temu. Skorzystam z okazji i zachęcę do jej przeczytania, ponieważ oprócz tego, że powstała z myślą o windykatorach, to ostatnio Michał Szafrański autor książki Finansowy Ninja i autor bloga Jak Oszczędzać Pieniądze stwierdził, że moją książkę przede wszystkim powinni przeczytać zadłużeni, aby lepiej poznać sposób myślenia windykatora by lepiej się z nim dowiadywać. Podcast z naszej rozmowy dostępny jest pod tym linkiem.

To też dobra okazja by wspomnieć, że w tym roku ukażą się dwie moje nowe książki. Drugi tom Zawodowego Windykatora, w którym więcej piszę o zagadnieniach poruszonych w tym artykule, oraz poradnik dla dłużników, o którym więcej będę mógł powiedzieć w ostatnim kwartale tego roku.

Moją książkę można kupić tutaj: http://zaczytani.pl/ksiazka/zawodowy_windykator_tom_i_model,druk

Trwa ładowanie komentarzy...